VI Festiwal Równe Prawa Do Miłości

BOY GEORGE

Boy GeorgeDo Polski przyjedzie, aby zagrać set didżejski. Ale przecież nie z występów za gramofonami pamiętamy go z lat 80. Zasłynął jako frontman grupy Culture Club, która w pierwszej połowie lat 80. zdobyła ogromną popularność zarówno za sprawą takich hitów jak „Do You Really Want To Hurt Me?” i „Karma Chameleon”, jak i oryginalnego zachowania wokalisty.

Boy George występujący w pełnym makijażu, z długimi włosami splecionymi w fantazyjne fryzury, w damskich ciuszkach szokował nawet jak na ówczesne liberalne standardy. Jednocześnie sprytnie ogrywał seksualną ambiwalencją, wzbudzając kontrowersje – w wywiadach zapewniał, że w ogóle nie jest zainteresowany seksem. „Wolę filiżankę herbaty” – przekonywał Boy (naprawdę nazywa się George Alan O’Dowd).

 

Mało jest tak wyjątkowych postaci jak Boy George. Z reguły o wyjątkowości artystów świadczy talent, liczba hitów czy wybitne osiągnięcia w łączeniu różnych muzycznych gatunków. Mówiąc o Boyu George’u jako o postaci wyjątkowej trudno wziąć pod uwagę którąkolwiek z wymienionych rzeczy. Większość osób zapytana o jego dorobek artystyczny, w najlepszym wypadku, wymieni dwa utwory. A talent? Posiada na pewno, ale niekoniecznie wokalny.


Jego prawdziwe imię i nazwisko to George Alan O’Dowd. Przyszedł na świat w 1961 roku w Londynie. Tam też dorastał razem ze swoimi pięcioma braćmi i siostrą. Dość szybko, młody George, zaczął interesować się muzyką. Zafascynował go, szczególnie, glam rock i David Bowie, występujący wówczas w projekcie Ziggy Stardust, jako bezpłciowy kosmita odziany w obcisły kombinezon, muzycznie balansujący na granicy kiczu i awangardowego, psychodelicznego rocka.

Już od wczesnej młodości George miał potrzebę wyróżniania się. Z mozołem tworzył własny image. Po części powodem jego chęci zwrócenia na siebie uwagi była sytuacja rodzinna, ale także fakt poszukiwania własnej tożsamości seksualnej.

Edukacja sprawiała mu dużo problemów. Zafascynowany przedmiotami artystycznymi i poezją, zupełnie nie radził sobie z naukami ścisłymi. – Miałem w zwyczaju odwiedzanie szkolnego biura karier – wspominał podczas wywiadu dla „The Obserwer”- Mówiłem im: „Chcę pracować w teatrze!”. A oni mi odpowiadali: Panie O’Dowd, niech pan spoważnieje. Więc ja im na to: „To może zostanę makijażystą?” – Nie, będzie pan pracował w Tesco(…)

Zbuntowany nastolatek uchodził za dziwaka – zaczął eksperymentować z ubiorem i makijażem Efektem jego awersji do systemu szkolnictwa oraz braku akceptacji wśród rówieśników było wydalenie ze szkoły. Zmuszony sytuacją, George postanowił jak najszybciej podjąć się jakiegoś płatnego zajęcia. Najpierw zarabiał grosze przy zbiorach owoców na farmach. Dość szybko zrezygnował – pracę tego typu uważał za ciężką i niespełniającą jego artystycznych ambicji. Podobnie było z etatem w drukarni. W międzyczasie, szkolił się w technikach robienia makijażu, jednocześnie szukając swojego własnego, oryginalnego stylu.

Z czasem zaczął dorywczo pracować w butikach odzieżowych. Tam poczuł się jak ryba w wodzie. Całymi godzinami testował na sobie kolejne kolekcje usiłując ostatecznie odnaleźć swój idealny wizerunek. Po latach wspominał, że gdyby na jego drodze nie stanęła kariera muzyczna, zostałby prawdopodobnie projektantem mody.

Budując własny styl bardziej skłaniał się ku rodzącemu się wówczas nurtowi new romantic niż punk, który lata swojej świetności miał już za sobą. Jego starania nie poszły na marne – został zauważony zanim jeszcze stał się znanym wokalistą. Prasa interesowała się narodzinami nowego ruchu młodzieżowego, a George był idealnym, karykaturalnym wręcz, przedstawicielem tej subkultury. Stał się też stałym bywalcem szalenie modnego, wówczas, klubu – The Blitz, gdzie zdecydowanie wyróżniał się z tłumu zarówno mocnym makijażem jak i ekstrawaganckim stylem ubioru.

Obracając się w świecie mody i popularnych klubów George został dostrzeżony przez Malcolma McLarena – znanego impresario i managera, twórcę sukcesu The Sex Pistols. W tamtym czasie zajęty był promowaniem nowego zespołu związanego z nurtem new romantic – Bow Wow Wow. Kapela miała duży potencjał, jednak McLaren uważał, że wokalistce brakuje scenicznego „wykopu” Poszukiwał więc interesującej postaci, która mogłaby ubarwić występy zespołu i wspomóc wokalistkę w chórkach. Wtedy na jego drodze stanął George, który do tej roli nadawał się idealnie.

Po kilku wspólnych występach wiadomo już było, że dziwacznie ubrany mężczyzna przyćmiewa liderkę grupy nie tylko swoim barwnym wyglądem, ale i całkiem mocnym głosem. To dało George’owi do myślenia. Na scenie odnajdywał się świetnie – było to dokładnie tym czego od lat szukał. Tam czuł się wyróżniony, był w centrum uwagi, mógł wreszcie zabłysnąć. Postanowił założyć własny zespół. Rozpoczął więc poszukiwania odpowiednich muzyków, którzy by nadawali na podobnych falach, co on. Dość szybko trafił na kapelę The Sex Gang Children – grupę tworzoną przez muzyka współpracującego wcześniej z zespołami pokroju The Clash, czy The Damned – Jona Mossa. Człowiek ten, bardziej związany ze sceną punk niż nowymi brzmieniami, szukał nowego stylu, a spotkanie George’a pomogło mu ten styl odnaleźć. Wynikiem było powstanie zespołu The Culture Club. Nazwa była żartem muzyków i odwoływała do się dość etnicznego składu zespołu – wokalista, będący transwestytą o irlandzkich korzeniach, basista – Jamajczyk, perkusista z pochodzenia Żyd i anglosaski gitarzysta.

The Culture Club dość szybko podpisało umowę z Virgin Records i już niedługo potem, w 1982 roku, światło dzienne ujrzała płyta „Kissing to be Clever”, na której znalazł się, między innymi, największy hit grupy – „Do You Really Want to Hurt Me”. Utwór ten okupował pierwsze miejsca list przebojów w dwunastu krajach na świecie, a teledysk z histerycznie zawodzącą postacią jaką był Boy George, prezentowany był w większości programów muzycznych.

Następna płyta również okazała się sporym sukcesem. Promująca album „Colour by Numbers” kompozycja „Karma Chameleon” była kolejnym wielkim przebojem grupy. Boy George był u szczytu sławy. Został zaproszony przez Boba Geldofa do wzięcia udziału w charytatywnym projekcie – Band Aid, gdzie u boku takich sław jak Phil Collins, Bono, Sting czy Paul McCartney nagrał utwór „Do They Know It’s Christmas?”. Gościnnie pojawił się też na planie serialu „Drużyna A”, gdzie w odcinku pod tytułem „Cowboy George” zagrał samego siebie.

I na tym, właściwie, koniec jeśli chodzi o szczytowe osiągnięcia grupy. Kariera The Culture Club rozpoczęła gwałtowną drogę w dół.

Boy George w ciągu początkowych lat kariery nie odmawiał sobie wszelkiego rodzaju narkotyków i już po kilku latach uzależniony był od heroiny. Odbiło się to na kreatywności całego zespołu. Kolejne dwie płyty nie powtórzyły już sukcesu poprzedniczek. Wokalista, w tym czasie zajęty był całkiem skutecznym pakowaniem się w co raz to nowe kłopoty. Najpierw został aresztowany za posiadanie marihuany, a niedługo potem w jego domu znaleziono zwłoki jednego z klawiszowców grupy, jak się okazało, zmarłego na skutek przedawkowania heroiny. Podczas pewnej imprezy z życiem pożegnał się też przyjaciel lidera zespołu – ten, z kolei, przedawkował valium i metadon. Boy George, tymczasem, został aresztowany pod zarzutem wniesienia narkotyków na ową imprezę. Niedługo potem grupa The Culture Club zakończyła istnienie, a ekscentryczny lider postanowił kontynuować karierę w pojedynkę.

Artystą okazał się wyjątkowo płodnym, jednak żadna z płyt nie odniosła większego sukcesu. Występował, między innymi, w projektach More Protein i Jesus Loves You. Sporo eksperymentował z muzyką orientu i elektroniką. Pojawiał się też gościnnie w nagraniach innych artystów m. in. Faithless i Groove Armada.

Mimo iż kariera muzyczna Boya Georga wydawała się być już przeszłością, artysta nie dawał o sobie zapomnieć i ciągle skutecznie przyciągał uwagę mediów. Szczególnie tych brukowych, które uwielbiały rozpisywać się o jego kolejnych kłopotach związanych z narkotykami. W 2005 po aresztowaniu za posiadanie kokainy, muzyk odbył karę przymusowych robót publicznych.

Jeszcze w latach 90. stawiał pierwsze kroki jako DJ. Dość szybko został dostrzeżony przez znanych promotorów muzyki rave – Fantazia, z którymi nawiązał współpracę podczas miksowania popularnej w Wielkiej Brytanii dwupłytowej składanki klubowej. Grywał także w popularnym londyńskim klubie Ministry of Sound. Zachęcony powodzeniem na scenie klubowej Boy George postanowił sprawdzić się w dziedzinie sztuki, która dotychczas była mu zupełnie obca. I, o dziwo, odniósł spory sukces.

Musical „Taboo” oparty o autobiografię muzyka przyjęto bardzo ciepło, a sam autor uhonorowany został nagrodą Tony Awards za najlepsze osiągnięcie roku w tej dziedzinie.

Krytycy dobrze przyjęli też album „U Can Never B2 Straight”, zgodnie twierdząc, że jest to najlepsze osiągnięcie w solowej karierze muzyka. Płyta zawierała nigdy nie wydane utwory z jego najwcześniejszych lat działalności, podane w całkiem nowej, akustycznej aranżacji.

Boy George nie zapomniał też o fascynacjach z okresu nastoletniego buntu i założył własną markę odzieżową B-Rude, którą promował na wybiegach całego świata. Jego kolekcje to raczej ukłon w stronę praktycznej mody ulicznej niż osobistych preferencji. Kto spodziewa się pawich piór i butów na koturnach, ten niestety, mocno się zawiedzie.

Wydawać by się mogło, że przez ostatnie lata, skandale których bohaterem był Boy George jakby ucichły. Sam artysta zapewniał do niedawna w mediach, że jego burzliwe życie to już przeszłość. – Nie piję już i nie biorę niczego – zwierzył się podczas wywiadu dla „The Citizen”. – Jedyne na co sobie pozwalam to filiżanka kawy i sandwich po zagranej imprezie.(…) Zostawiłem to wszystko za mną. Popełniałem kiedyś błędy i nie obwiniam się o nie.(…) Teraz najważniejsza jest przyszłość…

Media lubią takie wyznania. Oczywiście, rzadko kiedy pokrywają się one z prawdą. Artysta znów wpadł w tarapaty. Tym razem bynajmniej nie przez narkotyki. Okazało się, że gwiazda więziła w swoim domu młodą męską prostytutkę. Boy George odpowiadał przed sądem nie tylko za przetrzymywanie mężczyzny wbrew jego woli, ale za przykucie go kajdankami do ściany i okładanie metalowym łańcuchem, gdy ten usiłował uwolnić się i opuścić apartament muzyka. Po burzliwych rozprawach sądowych, Boy George skazany został na piętnaście miesięcy pozbawienia wolności.

Artysta trafił za kratkami. Nie skarżył się. Ponoć, wbrew temu co można by sądzić, traktowany był bardzo dobrze zarówno przez strażników jak i współwięźniów którzy, jak sam zainteresowany wyznał mediom, wręcz błagają go o autografy. Cóż Boy George nawet w tej sytuacji nie pozwoli o sobie zapomnieć…

Jako profesjonalny dj, Boy George od niemal 30-tu lat związany jest przede wszystkim z muzyką house od samych jej początków (acid house, Chicago), aż po bardziej współczesne jej odsłony (electro house, techouse). W trakcie swej dj-skiej kariery udało mu się zwiedzić cały niemal świat, od pokrytych śniegiem szczytów Vancouver aż po obsypane złotym piaskiem plaże Bondi. Jego wizyty zapełniały kluby w ponad 70 krajach całego świata, w tym te najbardziej prestiżowe: Godskitchen, Cream, Manumission, Spundae, Ministry of Sound, Zouk czy Guvernment. Swymi występami uświetniał największe festiwale, takie jak Homelands, BigGayOut czy V Festival.


Boy George – oficjalna strona internetowa www.boygeorgeuk.com

Artysta zagra w Polsce set didżejski 15 lipca w klubie M25 w ramach EuroPride 2010


kamerka_silownia Image Banner 600 x 100

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

NAJLEPSZE MARKOWE OKULARY NA ŚWIECIE
Video