Już dziś, 17 lipca, ukaże się najgłośniejsza czeska powieść gejowska ostatnich lat: „Planeta Samych Chłopców” – Adama Georgieva. „To najlepszy reportaż literacki, jaki czytałem w Czechach” – Mariusz Szczygieł, reporter Gazety Wyborczej.
Kto nie marzył o byciu ładnym przedmiotem w świecie ładnych przedmiotów? Przyjemniej być meblem w eleganckim salonie niż siedzieć na nim i konfrontować się z tym, co naokoło. Może sztuczne kwiaty to idealna forma egzystencji?
Gejowscy bohaterowie Planety samych chłopców przedmiotami nie są, choć często traktują siebie i innych jakby nimi byli. Jest w nich coś, co wciąż im przypomina, że człowiek ? chcąc nie chcąc ? jest nie tylko ciałem.
Świat przedmiotów jest światem prostych relacji. Można się wypiąć i czekać na to, co nadejdzie. Można również interesować się wyłącznie tym, czy ktoś ma dużego i co lubi robić w łóżku. To też jest ważna wiedza i pożyteczna, lecz niewystarczająca. Fiut, na dłuższą metę, może okazać się jedynie fiutem. Nawet jeśli z początku wydaje się miły.
Planeta samych chłopców to planeta zdawkowych rozmów, szybko palonych papierosów, zapuszczonych sypialni i obskurnych darkroomów. Syf wydaje się wszechogarniający. Liczą się tylko pieniądze i seks. Lecz jest to też planeta rozpaczliwie poszukiwanej bliskości. To współczesny świat czyni nas towarem, którym tak naprawdę wcale nie chcemy być.
Adam Georgiev (1980) ? czeski poeta i prozaik, jeden z najważniejszych twórców nowej generacji. W 1998 roku wydał dziennik aktorki Zorki Janů pt. Dziennik siostry Lídy Baarovej. Za tom poezji Poeta. Cierpienie. Kat otrzymał dwie nominacje do książki roku 2007 w Republice Czeskiej. Planeta samych chłopców to entuzjastycznie przyjęta przez krytyków pierwsza część trylogii, którą uzupełniają Bulwar słońca i Zabij mnie, Elizo.
Fragment książki:
Berlin.
Jadę z lotniska na stację Zoo.
Autobusem X9 na ostatni przystanek Zoologischer
Garten. Masakra. Rzeczywiście jestem
w Berlinie i jadę na tę znajomą stację. Mark mówił
po angielsku Zuugarden.
Mamy się spotkać koło jakiegoś kościoła. No,
jestem. Niezwykła budowla z nadgryzioną wieżą.
Później się dowiem, że to od bomb.
Mark kieruje mnie na srebrną rzeźbę. Jakiś nowoczesny
koszmar. Jest tu sporo fajnych chłopców.
Nie nadążam się obracać. Mark już jest przebrany.
Na sportowo.
Dziś pójdziemy na sportswear party. Jutro do
skinheadów.
Mark zarzuca moją torbę na ramię i wchodzimy
do hotelu. Podobno mieszkał tu Reagan. W dwuosobowym
pokoju śpimy we trójkę. Mark i jego
kumpel z Australii Jim przyjechali wcześniej, pociągiem.
Jim wyleguje się na łóżku i gapi się na
CNN. Jim generalnie dużo się obija i ciągle by pił.
Dopiero co skończył 22 lata.
Ten trip jest właściwie prezentem urodzinowym
dla Marka. Wczoraj piliśmy koktajle w Cowboys,
skąd widać Pragę, a Mark spytał go, ile bierze.
Uczy angielskiego czy czegoś. To takie proste życie.
Wystarczy gdzieś się urodzić. Powiedział, że
czterdzieści, ale kłamał. Mark sprawdził, czy ma
pieniądze, jest ciągle bez kasy, ale za wszystko i tak
musi płacić on.
Jak skończą, idziemy coś zjeść. Mark bierze ze
sobą kundla, którego tutaj przywlókł. Ma takie
dwie małe włochate kulki, ale ze sobą wziął tylko
jedną, nazywa się Andy. Tego lubisz bardziej?
? zapytałem. ? Nie, tak o tym nie myślę, jeden
z nich jest mi bliższy. ? Bliższy? ? pytam. ? Przecież
między nimi nie ma różnicy. Dwie zupełnie
identyczne kulki, które tuptają po marmurowym
korytarzu pałacu na Barrandovie. Ma tam taki house,
do którego otwiera bramę pilotem.
? They have different mentalities ? mówi mi.
Już widzę te mentalności, ten pies jest słabiutką
jednostką całkowicie uzależnioną od swojego
pana. A warczy jak buldog francuski. Szczególnie
kiedy zacznie się bawić. Ten pies nie jest niczemu
winien, Mark zajmuje się nim jak dzieckiem, a ponieważ
na wszystko mu się pozwala, pies każdemu
wchodzi na głowę. Ale on tak sobie to wyobraża
? tę strukturę związku. Aby psy były od niego uzależnione.
Tak też postępuje z chłopcami. Zatrudnił
Jakuba za trzy kafle na rękę, chłopak wysłał parę
e-maili i na tym się jego robota skończyła. Wszystko
przegrał w kasynie.
To dopiero story. Mark ma przyjaciela, z którym
żyje osiem lat. Igor to dobry chłopak z Białorusi,
mówi świetnie po angielsku. Pracuje dla niego,
Mark robi w szkle, sprzedaje w Stanach szklaną
tandetę z Jablonexu. Jak mówi, mają open relationship.
W realu to znaczy, że się kochają, sypiają ze
sobą rzadko (z tego, co wiem, to tylko w Nowym
Jorku, bo tam nie ma innego wyjścia, a czasami po
prostu trzeba), ale obaj używają sobie gdzie indziej.
? Seks nie może ci rozwalić związku ? mówi
mi Mark w berlińskim barze samoobsługowym
Marché ? a uczucia tak.
I tak to jest. Podczas gdy Igor jest niewierny
tylko seksualnie, Mark głównie uczuciowo.
Mówi, że Igor go do tego zmusił, ponieważ nie
znosi dotykania się, trzymania za rękę i takich
tam. Całkowicie go rozumiem. To facet, po co
by to robił. Mark więc szuka romantyki. Znajduje
dwudziestoletniego Słowaka, Jakuba, który
lubi dziewczyny, ale ponoć jest bi. Albo może i jest
do końca gejem. Pałac na Barrandovie jest chyba
generalnie dobrą wytwórnią gejów, wygląda dość
okazale, a na tym Markowi szczególnie zależało.
Jakub jest z nim dziewięć albo dziesięć miesięcy,
pozwala, żeby Mark mu kupił samochód, jeżdżą
razem po Europie. Pewnej nocy znika. Wraca rano
cały zapłakany. Łzy leją się na poduszkę. Napadli
go i zabrali mu całe trzydzieści tysięcy, które miał
ze sobą. Przyłożyli mu nóż do gardła. Właściwie
mieszkali w pałacu we trzech (M. i I. mają swoje
pokoje, więc jest dobrze), Igor zaczął się na niego
drzeć po czesku, że jest kłamcą. Mark wstawia się
za dwudziestoletnią ofiarą: ? Proszę cię, nie krzycz
na niego, przecież przeżył szok. Chłopak bierze
wszystkie rzeczy i znika. Igor mówi: ? Wyobraź
sobie, że w nocy był w kasynie. Znajdują w domu
bilet parkingowy z jednej ulicy, idą tam, na ulicy
są nawet trzy kasyna, krupier poznaje Jakuba na
zdjęciu. Kiedy Mark sprawdził listę rozmów, dowiedział
się, że Jakub w czasie weekendu dzwonił
pod jeden numer chyba z osiemdziesiąt razy. Nie
wie, jak się z tym wyrobił. Numer jest słowacki,
a po drugiej stronie dziewczyna.
Jasna sprawa. Dwudziestolatek pod presją dzisiejszych
czasów, pieniędzy i drogich wozów pieprzy
się dziewięć miesięcy z facetem, a za zarobione
pieniądze szuka szczęścia w kasynie. Kiedy zgarnia
jackpota, wraca z pełnym kontem do ukochanej.
? Wiesz co, w sumie nic nie straciłem i się opłacało.
Ja dałem, on dał.
Jim nałożył sobie na tacę co mógł, a teraz dokłada
truskawkowy torcik. Pokazuje mi jeden wielki
kawał ? strawberry! I śmieje się swoim przenikliwym
śmiechem. Pies ciągle wyłazi z torby, a ja
muszę go trzymać, żeby nie wlazł na stół.
Mark przechadza się z psem w nocy po Berlinie
i wracamy do pokoju. Tam zaczyna się przygotowanie
do nocy. Mark pokazuje mi tusz do rzęs i mówi:
? Wiesz, że Jean-Paul Gaultier przygotował linię dla
mężczyzn? Ta maskara nie jest czarna, jest naturalnie
brązowa, tylko podkreśli ci rzęsy. Krzywię się, te rzeczy
wydają mi się śmieszne. Jeszcze nie jestem ciotą.
To jest właśnie pedalski paradoks. Im bardziej
nie jest facetem, tym bardziej dba o siebie. Im bardziej
dba o siebie, tym mniej jest facetem.
Wychodzimy, a Mark ciągle nadaje o tym, jak
bardzo będzie mi się w Berlinie podobać. Tego,
co tutaj przeżyję, na pewno jeszcze nigdy w życiu
nie przeżyłem.
Na drzwiach gejklubu jest napisane: Sportswear.
Wchodzimy, płacę 6 euro.
No to sobie was pooglądam, panowie. Są jacyś
starzy.
Przechodzę, głowy się odwracają, biorę z baru
wodę i idę dalej. Za barem się dzieje, jeden sie12
dzi nad drugim, a ten mu obmacuje bose nogi.
Nie brakuje obowiązkowych ekranów z porno, ale
w odróżnieniu od Pragi na każdym ekranie jest
inny film. Na jednym jakiś brutalny anal, na drugim
grupen młócenie jednego. Te sceny są już dla
mnie jak dobranocka. Idę dalej. Na prawo dwie
słabo oświetlone toalety z kilkoma kabinami. Na
lewo prawie ciemno. Darkroom.
Ponury obraz. Jednemu robią laskę, w czasie kiedy
on wwąchuje się w buta, ma w nim nos i usta. To
przecież technika resuscytacji niemowlęcia.
Wracam, siadam na krześle. Nikt mi się nie
podoba.
Naraz pojawia się jeden bardzo wysoki, taki koszykarz
w bejsbolówce. Podchodzi do mnie i rozpoczyna
rozmowę. Mówi po angielsku z francuskim
akcentem, mieszka w Niemczech, ale często
jeździ do Paryża. Możemy sobie kiedyś zorganizować
weekend w Paryżu ? zaprasza mnie. Stoi mu,
przykładam tam rękę, żeby nie powiedział, że nic
nie robię. Zaczynamy się całować, o mało mnie nie
pożre. Ale jest dobrze. Zaczyna na mnie napierać,
czuję jego siłę.
Już wcześniej zauważyłem jednego chłopaka
z rozrośniętym torsem. Jest rozebrany do pasa.
Teraz stanął tuż obok mojego krzesła. W czasie
kiedy całuję się z Francuzem, rzucam okiem w jego
stronę. Gapi mi się na nogi. Ciągle ze spuszczonym
wzrokiem. To będzie jakiś fetysz. Chyba leci na
moje czarne adidasy.
Dostarczę mu emocji. Jedną ręką rozpinam zamek
na lewej nogawce dresów.
Wystarczy tylko chwila, schyla się. Zjeżdża ręką
po mojej nodze i sięga pod skarpetkę, zaczyna całować
but. Głowę ma całkowicie łysą. Łapię go za nią.
Wszyscy się gapią, chłopaki się śmieją. Potem
też inny gość się odważa, schyla się do mojej drugiej
nogi, ma zamiar się dołączyć. Tego już za wiele.
Do moich nóg dostanie się tylko ten, kto mnie
nie brzydzi.
? Too much ? mówię Francuzowi. Poruszam
nogą i podnoszę się z krzesła. Francuz daje mi swój
numer and see you.
Przechadzam się, szukając fetysza z rozbudowanym
torsem. Stoi tutaj w wąskim korytarzu i zabawia
się z jakimś nudziarzem. Staję dokładnie
naprzeciwko niego. Szybko spławia kolesia i ciągle
gapi mi się na nogi. Czasami na sekundę podnosi
wzrok, wpatruję się w niego. Uczucie pożądania to
ogromna siła, która ma nad tobą całkowitą władzę.
Celowo stoję w rozkroku, potem opieram się jedną
nogą o ścianę. Podchodzi i zagaduje. Jest z Mediolanu,
nazywa się Max. Max jak Maximiliano.
Faceta nie ma.
? Dlaczego? Nikt ci nie pasuje?
? Ciężka sprawa.
W końcu mówi, że w łóżku nie interesuje go
nic poza nogami.
? To przecież nic złego ? mówię.
? Masz seksowne ciało. Seksowną twarz. Jaki
masz numer buta? ? pyta się.
? Czterdzieści cztery.
Patrzy w dół, co chyba znaczy, że fajnie.
Idziemy do jednej z łazienek, włażę do kabiny. Panuje
całkowita ciemność, a on te nogi musi widzieć.
Idziemy więc do drugiej, ale zostajemy na zewnątrz.
Klęka i liże mi adidasy. Robi to dość długo, zaczynam
dokładnie czuć, jak wilgoć przenika do moich
butów. Jeszcze mi się rozpadną ? mówię sobie. Ale
pozwalam mu na to. Zdejmuję drugiego buta, ściągam
skarpetkę. Niech to do czegoś zmierza.
Czasami go przyduszam butem albo kładę adidasa
na jego nagich plecach. Patrzę w lustro naprzeciwko,
żuję gumę. W ogóle mnie to nie rusza,
zdaje mi się, że jestem kimś.
Przychodzi jakiś inny i rzuca mi się na drugą
nogę. Odpycham go.
Max podnosi głowę, klęczy i wali sobie. Kopię
go butem w klatę. Nawet jak dobrze siądzie, jest
jak kamień. Najbardziej mu się podoba między
piersi. To chyba musi boleć.
Z bliska gapi się jeden zrobiony czarnuch,
jest mały, ale klata pierwsza klasa. Unoszę nogę
w powietrze jak kick bokser i też go kopię w prawą
pierś.
Nachylam się do Maxa i pytam.
? W porządku?
No? chce to powtórzyć gdzieś na osobności,
na przykład jutro.
Idę. Widzę dwóch młodych, którzy się na nas
gapili. Muszę podciągnąć skarpetkę i założyć buta.
Wydaje mi się to zabawne.
? Elo chłopaki ? zagaduję do tych młodych
? jesteście Niemcami, nie?
Ten w czerwonej bejsbolówce jest całkiem przyjemnym
chłopaczkiem. I właśnie on mi odpowiada.
? Czterdzieści euro, moja cena.
? Sorry?
Moje zdziwienie nie trwa długo.
? Wyglądam, jakbym musiał kupować sobie
chłopaka? W sumie to i tak jesteś dość tani.
Obracam się i pryskam daleko od tego nadętego
dupka.
Przechodzę koło Francuza. Zamieniamy parę
słów i walę go w klatę. Idzie za ciosem, chwyta
mnie za głowę i przewracamy się. ? Nie baw się ze
mną ? mówi. Hm, więc ten lubi się bić. Fajnie tak
w trakcie naprawdę dostać po mordzie. Dowiaduję
się, że ma przyjaciela. O dwa lata starszego. Jest
bardzo ładny.
Idę zajrzeć do darkroomu. Ktoś tu stęka. Wszyscy
zebrali się w rogu za ścianą. Jeden łysy bierze
drugiego łysego od tyłu. Wejścia są powolne
i krótkie. Czuję w tym ból. Przestrzeń wypełniona
jest gęstym powietrzem, w którym nie jest mi dobrze.
Gdzieś w oddali pojawia się mgliste uczucie
niepewności, które znam sprzed lat. Ale to już
nie jestem ja. Nic już we mnie nie wywoła lęku.
Wszystko jest normalne i oczywiste. Chyba jestem
już dorosły.
Dopytuję się o miejsce pracy fetysza.
? Bodyguard?
? Robię w banku. Wydaję cash.
? Więc pieniądze są u ciebie bezpieczne.
Ci dwaj niemieccy młodzieńcy na pewno są
tylko przyjaciółmi. Rozglądali się już dość długo,
a z kimś podrzędnym sobie użyć nie mogą. Więc
się pieprzą nawzajem. Dobry kumpel zawsze pomoże.
Wszystko tutaj to teatr. Bejsbolówka ukrywa
wzruszenie pod zamkniętymi oczami. Berlinale
jest już za nami, inaczej na pewno byś dostał
nagrodę.
Przyjaciele są zaspokojeni i na tym show się
kończy.
Idziemy do innego klubu.
Wszędzie spotykamy łysoli w skórach i uniformach.
Mark mówi: ? Poszczęści ci się, ja nie jestem
w berlińskim stylu.
Nie mówię, że nie jest w berlińskim stylu.
W Pradze ci chłopcy lecą na amerykański paszport
i amerykańskie pieniądze. A w Berlinie każdy ma
to w dupie.
? Ten tu jest gejem? I ten też jest gejem? ? pytam
się z niedowierzaniem, jak jakiś wieśniak. Tutaj
każdy jest gejem, jesteśmy w gejowskiej dzielnicy
? poucza mnie Mark.
Przechodzimy przez parę klubów, nigdzie nie
dzieje się nic interesującego. Tylko Jim dał się przelecieć
w jednym darkroomie.
Dochodzimy do dyskoteki Connection. Wielkość
i złożoność tutejszych darkroomów robi na
mnie wrażenie. Są jak labirynt w katakumbach.
Sekcja A, sekcja B? Dobry niemiecki porządek.
Albo raczej burdel.
Kiedy już się chwilę nudzę, idę do ciemnego pomieszczenia.
Jeden się do mnie przystawia, w mroku
staram się rozeznać, jak wygląda i ile mniej
więcej ma lat. Wiem, że nic z tego nie będzie, chłopaczek
nic do mnie nie mówi, ale pozwalam mu,
żeby mnie zmacał. Już dawno nie jestem wrażliwy
na punkcie swojego ciała. To tylko mięso.
Z rogu przygląda mi się jeden szczupły chłopak,
dopiero po chwili zdaję sobie sprawę, że wyciąga
go sobie ze spodni. Oczywiście stojącego.
Odwracam się, odchodzi. Jest z Hamburga, ma
trzydzieści dwa lata.
Ten z postawionym fiutem staje za mną i zaczyna
mi macać tyłek. Czuję coś mokrego. Sięgam
tam. Co? Ten chuj mi rozmazał lubrykant!
Biegnę do sracza wytrzeć sobie tyłek. On za mną,
bo sądzi, że będziemy kontynuować. Szybko mu
zamykam drzwi przed nosem.
Wychodzę, a on ciągle tam stoi i uśmiecha się.
Jak tylko mnie zobaczył, od razu pomyślał, że jestem
z Europy Wschodniej. Takich chłopaków
na Zachodzie nie mają. On sam jest z Polski, ale
mieszka w Londynie, pracuje tam w galerii. Jego
chłopak jest Anglikiem.
? Chcesz jakiś towar?
? Jaki towar?
? Pills, LSD? ? wyliczył nie wiadomo co jeszcze.
Oczywiście nic nie wziąłem, ale złe wrażenie
przekrętu pozostało.
? Dajesz za pieniądze? ? zapytał mnie.
? Nie. Dlaczego?
? Jesteś attractive. Tak atrakcyjni chłopcy zazwyczaj
dają za pieniądze? Powinieneś. Byłbyś
bogaty. Mojemu przyjacielowi też się podobasz.
Po czym przez chwilę się całowaliśmy. Nie pociągał
mnie, ale miał śliczny uśmiech i coś dystyngowanego
w sobie.
Kiedy go spotkałem po półgodzinie, zmacał mi
kieszeń, w której miałem kasę.
? Ktoś mi ukradł portfel. Tylko z tobą rozmawiałem.
Byłbyś tak nice i odprowadził mnie do
ochroniarzy? ? poprosił mnie, gdy wyszedł z darkroomu.
Było tam ciemno jak w dupie.
? Sure ? nawet nie mrugnąłem.
Ochroniarze mieli ubaw, co mieli robić, jest tu
z tysiąc ludzi. A on, że zadzwoni po polisze, a im
było wszystko jedno.
Uważaj na siebie ? powiedział po ojcowsku
Mark.
Później wypatrzyłem sobie jednego chłopaczka,
miał na szyi coś jakby ząb krokodyla. Był
nieokrzesany z delikatnymi rysami twarzy. Przez
chwilę zachowywał się jakby nigdy nic. Ale potem
przyszedł i nagle chwycił mnie za rękę. Zaczęliśmy
się całować, po czym zabrał mnie do kabiny.
Na drzwiach już godzinami wisiał jakiś azjatycki
mieszaniec, tu się oferował. Tylko gestem mu
pokazał, że ma znikać do swoich i zamknęliśmy
się w środku. Moją bluzę rzucił na jakąś ozdobę
na suficie, ściągnął mi koszulkę. Był tam taboret,
usiadłem, zaczął robić mi laskę. Całowaliśmy się
i waliliśmy sobie, aż nagle poczułem, że chce, by
nad nim dominować. Szybko podniosłem się z taboretu,
zrzuciłem go udami na podłogę, w róg,
stałem nad nim i waliłem sobie.
Patrzył na mnie z tej podległej pozycji, uwydatniały
się jego kobiece rysy twarzy, w oczach miał
żądzę, pragnienie i całą prawdę o swojej tożsamości.
Tego spojrzenia nie zapomnę.
Wytrysnąłem mu na język i lewy policzek.
Kiedy sobie dokończył, starał się to wypluć.
Ściągnął mi z góry bluzę.
Nigdy nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa.