Dobiegł końca 66. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Wenecji. „A Single Man” Toma Forda, zdobył w Wenecji nagrodę Queer Lion. Colin Firth otrzymał nagrodę dla najlepszego aktora. Złotego Lwa, główną nagrodę imprezy, otrzymał wojenny film zatytułowany „Lebanon”. To wspólna koprodukcja Izraela, Francji i Niemiec. Jury pominęło całkowicie faworyzowany „Lourdes”.
Tom Ford, legendarny projektant Gucciego, debiutuje w potrójnej roli: reżysera, scenarzysty i producenta. Połączenie ryzykowne, zwłaszcza znając czysto epikurejskie zapędy autora, ale Ford nawet przez chwilę nie pozwala zwątpić w swe umiejętności. „A Single Man” – historia profesora-geja, który zmaga się z bólem po stracie ukochanego partnera, to kino spektakularne, ale niespieszne, wręcz osobiste. Wstrzemięźliwa epika opiera się przede wszystkim na pieczołowicie rozplanowanych, surowych kadrach. To perfekcyjna, przypominająca ruchomy obraz ekspozycja, w której każdy kolor, dźwięk i słowo są na swoim miejscu. Tocząca się w latach 60-tych akcja uzupełnia ją o nieokreślony smutek, niepokój.
George (Colin Firth) jest zamożnym profesorem, którego ułożone życie przerywa śmierć długoletniego partnera (Matthew Goode). Nie mogąc odnaleźć się w nowej codzienności, George postanawia zakupić naboje do swego rewolweru. Fabuła rozrzucona została wokół pojedynczego dnia (nie licząc retrospekcji), który rozpoczyna od rytuału porannego (garderoba, śniadanie), a kończy na rytuale wieczornym (pedantycznie przygotowane samobójstwo). Czy pomiędzy tymi dwoma aktami wydarzy się coś, co zmusi George’a do zmiany decyzji? Ford konfrontuje swego bohatera ze znaną, jak i zupełnie nową rzeczywistością: pogawędka z przyjaciółką Charlotte (Julianne Moore), fascynacja nowym studentem, spontanicznie napotkany nieznajomy.
„A Single Man” to dzień z życia mężczyzny samotnego, zdesperowanego; obraz wszechogarniającej pustki i nieznośnej rozpaczy. Colin Firth z prawdziwą maestrią kreśli swą postać, zamykając emocje w posturze wyrafinowanego inteligenta. Jego George cierpi, a obumierając na otaczający świat, skutecznie to maskuje. Kryje się w tym jakaś szczerość, prawdziwy ból, dla którego Ford najprawdopodobniej szukał ujścia po niedawnym rozstaniu z długoletnim partnerem. Być może dlatego tym razem filmowa rozpacz naprawdę porusza.