Pomimo że „A Single Man” to jego pierwszy film, Tom Ford już myśli o kinie, jak o swoim nowym domu. Po kilkudziesięciu latach, które poświęcił modzie, słynny projektant doszedł do wniosku, że duży ekran jest lepszym, a być może też bardziej szlachetnym forum dla jego sztuki.
„Przede wszystkim kino to coś, czym chciałem się zajmować od zawsze, od bardzo dawna w każdym razie. Ten film to dla mnie również najbardziej osobiste dokonanie w karierze, czysta ekspresja samego siebie i największe artystyczne osiągnięcie, ponieważ modę traktowałem zawsze jako sztukę o charakterze komercyjnym. Tworzysz coś, co ostatecznie ma zostać sprzedane” – wyznał Ford.
„A Single Man”, to adaptacja powieści Brytyjczyka Christophera Isherwooda. To poruszająca historia homoseksualnego profesora, opłakującego śmierć swojego wieloletniego partnera.
Grający główną rolę Colin Firth i partnerująca mu Julianne Moore podkreślają, że projektant – reżyser słusznie skoncentrował się nie na politycznym, ale osobistym aspekcie relacji homoseksualnych w latach 60-tych. Będąc kreatorem mody, zadbał też o to, by ukazać tę epokę we właściwym świetle, kolorach, i oczywiście strojach.
„Tom Ford jest wielkim wzrokowcem, który wie, że wykonanie, kolor, krój i kształt mają znaczenie. Wspaniale jest pracować z kimś, kto ma tę świadomość” – przyznała Moore.
Jako projektant, któremu talent przyniósł fortunę, Ford mógł samodzielnie sfinansować swój obraz. „Złoty chłopiec” domu mody Gucci zapowiada, że „A Single Man” – który na tegorocznym festiwalu w Wenecji zdobył nagrodę Queer Lion, czyli „gejowskiego Lwa” oraz wyróżnienie aktorskie dla Colina Firtha – nie jest jego ostatnim filmem.
Zobacz jak Tom Ford promuje swój film
(interia.pl)