Najpierw był słynny „proces o pedała” przed szczecińskim sądem, potem pobicie przed klubem gejowskim. O tym, czy szczecinianie są tolerancyjni i jak osobom homoseksualnym żyje się w naszym mieście rozmawiamy z Danielem Michalskim, koordynatorem szczecińskiego oddziału Kampanii Przeciwko Homofobii.
Anna Łukaszuk: Ile gejów i lesbijek żyje w Szczecinie?
Daniel Michalski: Naszym zdaniem około 30 tysięcy. Niemal połowa jest aktywna – przychodzi do klubów, działa na rzecz tolerancji. Pozostali często albo odcinają się od środowiska, albo boją się ujawnić. Potrafią nawet tworzyć białe małżeństwa z osobami płci przeciwnej. Boją się mówić o swojej orientacji. Prawdziwy obraz liczby osób homoseksualnych w naszym regionie widać choćby na forach internetowych i serwisach, gdzie zamieszcza się anonse.
Miesiąc temu przypadkowego geja dwóch mężczyzn ciężko pobiło w pobliżu klubu, w którym spotykają się homoseksualiści. Bo uznali, że jakiś pedał musi dostać wpier… Czy Szczecin jest homofobiczny?
Trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Ale myślę, że tragicznie nie jest. Nigdy ani ja, ani nikt z moich znajomych nie zostaliśmy pobici, mimo że od trzech lat aktywnie udzielam się w mediach i nie kryję tego, że jestem gejem. Jakiś czas temu mieszkałem z moim partnerem w bloku na Niebuszewie. Mówi się, że to zła dzielnica, że na każdym rogu biją. Tymczasem ja wielokrotnie spotykałem sąsiadów w przebraniu Drag queen [określenie mężczyzny w stroju kobiety występującego na estradach klubowych - przyp. red.]. Nigdy nikt mnie nie obrażał. Ale to nie znaczy, że w naszym mieście problem homofobii nie istnieje. Gdyby tak było, nie powstałby w Szczecinie oddział KPH. Poza tym wydaje mi się, że problem jest mało widoczny, bo tu nic się nie dzieje. Nie ma marszów równości, gejowskich klubów jest niewiele.
A jak jest w innych miastach?
W ponaddwumilionowej Warszawie każdy żyje własnym życiem, ludzie nie oglądają się na innych, nie wtrącają się w ich prywatność. Nikogo nie obchodzi, czy ktoś jest hetero, czy nie. Duże zmiany nastąpiły w Poznaniu. Na tegorocznym marszu równości pierwszy raz od sześciu lat nie było grup neofaszystowskich, nikt nie rzucał w nas kamieniami. Dobrym przykładem jest też Trójmiasto. Tam KPH działa bardzo aktywnie, współpracuje z władzami, bierze udział w imprezach kulturalnych.
W punkcie konsultacyjnym, który uruchomiliście przy szczecińskim KPH, można bezpłatnie skorzystać z pomocy prawnika i psychologa. Jakie jest zainteresowanie?
Nie potrafimy jeszcze podać konkretnych liczb, ale zainteresowanie jest duże. Jeżeli ktoś czuje się dyskryminowany, może w trzeci czwartek każdego miesiąca przyjść do kancelarii Agnieszki Stach. Można też napisać e-maila. Do psychologa można napisać e-maila albo porozmawiać z nim na Skype lub Gadu-Gadu [dokładne namiary na stronie www.szczecin.kph.org.pl - przyp.red.].
Jakie pytania ludzie zadają?
Najczęściej pytają, jak powiedzieć o swym homoseksualizmie rodzicom czy babci, czy homoseksualizm jest w sprzeczności z wiarą katolicką, jak i czy ujawniać się przed znajomymi i pracodawcą. Ale są i tacy, którzy pytają, czy jeśli pojadą pod namiot z kolegą, który jest gejem, to on może ich zgwałcić.
Co szczecińskie KPH chciałoby zmienić w naszym mieście?
Zaktywizować środowisko, przekonać instytucje kultury i włodarzy miasta, że też mamy coś do powiedzenia. Ubiegamy się o miano Europejskiej Stolicy Kultury, zgłosiliśmy się więc do instytucji Szczecin 2016. Przecież geje i lesbijki też mają prawo tworzyć kulturę. W styczniu zamierzamy przełamać zastój i zorganizować trzydniowy Queer Festiwal [queer określa ludzi, którzy nie są heteroseksualni. To geje, lesbijki, ale także transseksualiści czy ludzie interseksualni - przyp. red.]. Podczas festiwalu zamierzamy zorganizować dyskusje, warsztaty, porady psychologiczne i prawne. Będzie też debata pt. Obraz kobiety w XXI wieku”. Zaprosiliśmy m.in. Renatę Zarembę i Małgorzatę Jacynę-Witt. Może ten festiwal wzbudzi dyskusję, a może wyzwoli w mieszkańcach homofobię. Ale mamy nadzieję, że tak nie będzie.
Źródło: Gazeta Wyborcza Szczecin