SLD poważnie zabrało się do zeświecczania Polski. Jak donosi „Newsweek”, w grudniu na konwencji partii ma zostać przedstawiony plan deklerykalizacji Polski.
? Nie chodzi nam o walkę z duchownymi, ale o respektowanie konstytucyjnej zasady świeckości państwa. Nie może być tak, że na każde otwarcie miejskiej pływalni przychodzi ksiądz z kropidłem ? przekonuje Tomasz Kalita, rzecznik SLD.
Propozycje SLD to m.in.:
? zakaz zaproszeń dla duchownych na uroczystości państwowe
? niewysyłanie urzędników publicznych na obchody świąt kościelnych
? likwidacja Komisji Majątkowej (oddającej majątek zabrany Kościołom)
? ograniczenie budżetu Funduszu Kościelnego, z którego m.in. opłacane są składki na ZUS za księży
? wprowadzenie podatku od wiary
? przedstawią projekt ustawy usuwającej symbole religijne z budynków publicznych.
Rzeczywiście, światłe i godne pomysły. Tyle, że nierealne. Dostojnicy kościelni w ogóle się tym nie przejmują. I nic dziwnego. Pozycja Kościoła jest w Polsce tak silna, że długo ich nikt nie ruszy. Co nie znaczy, że państwo powinno ładować tyle pieniędzy w tę instytucję. W końcu, jak pokazał Rydzyk, wierni też potrafią sypnąć kasą. I to niemałą. Na życie biskupów na pewno by starczyło
- Byłoby czymś nienormalnym, że wszyscy naokoło oszczędzają – administracja, biznes, media – a Kościół wyciąga duże pieniądze od państwa. – przonywał już w sierpniu Tomasz Kalita – Budżet miałby na tych zmianach zaoszczędzić 5 mld złotych.
- Żeby być zauważonym przez wyborców, trzeba wywołać spory – twierdzi prof. Jacek Wódz. Co prawda większość Polaków to katolicy, ale tylko mniej niż połowa z nich uczęszcza na msze. Reszta jest do zagospodarowania.
SLD stawia na świeckość, ale jak to się ma do wypowiedzi przewodniczącego Sojuszu Lewicy Demokratycznej w programie Moniki Olejnik „Kropka nad i”? Stwierdził on, że jest katolikiem i dlatego nie zgadza się na śluby homoseksualistów i adoptowanie przez nich dzieci. Czyżby zatem szef największej partii lewicowej zamierzał opodatkować się na rzecz Kościoła?
SLD szykuje też projekt legalizacji związków partnerskich – heteroseksualnych i homoseksualnych, który delikatnie mówiąc, jest produktem małżeńskopodobnym.
Partia próbuje zyskać trochę poparcia, zwłaszcza wśród młodego elektoratu. Szkoda tylko, że jej dumne projekty są przedkładane wówczas, kiedy nie mają szans na realizację, a zmarnowała czas, kiedy była u sterów władzy. Trudno jej będzie teraz, poprzez takie pomysły, ponownie zdobyć zaufanie wyborców. Tym bardziej, że widoczny jest duży rozdźwięk wśród samych członków SLD odnośnie nowych projektów lewicy, a do tego nie wiadomo o co chodzi Grzegorzowi Napieralskiemu, który boi się Kościoła i coraz mniej ma wspólnego z poglądami lewicowymi.
Napieralski poddaje w wątpliwość bardzo liberalny światopoglądowo wizerunek ugrupowania, któremu przewodzi i wygłasza poglądy sprzeczne z programem własnej partii. Może to już najwyższy czas, by go zastąpić kimś, kto ma jasno zprecyzowane poglądy i wie, czym jest lewica w kraju, w którym Kościół wyznacza kierunek polityki.
(js)