Przedstawiciele katolickich fundacji stwierdzili, że zamiast uczyć o środkach antykoncepcyjnych, trzeba zachęcać młodzież do wstrzemięźliwości seksualnej ? donosi Gazeta Wyborcza. To rozwiąże problem niechcianych ciąż wśród nastolatek oraz ograniczy liczbę zakażeń wirusem HIV i chorobami wenerycznymi.
Do takich wniosków doszli podczas dyskusji: Jaka edukacja społeczna jest potrzebna? , która odbyła się w siedzibie Episkopatu Polski. Niestety to tak ważnej dyskusji nie zaproszono seksuologów.
Na tym polega chwalony na wczorajszym spotkaniu program „Wychowanie do abstynencji”. Jego koordynatorka Ewa Szałkowska-West, przewodnicząca Fundacji „Wiedzieć jak”, opowiadała o swoich sukcesach: – To program, który ma młodym ludziom pomóc zachować zdrowie i wolność. Jesteśmy przekonani, że polska młodzież zmieni swój styl życia i nie będziemy jako naród musieli wydawać ogromnych pieniędzy na leczenie chorób wenerycznych.
Fundacja wzoruje się na inicjatywie Amerykanki Gail Dignam, która jako prezes gubernatorskiego programu ds. dzieci, młodzieży i rodzin, promuje w stanie Luizjana edukację seksualną polegającą właśnie na wstrzemięźliwości. Dignam, obecna wczoraj w Episkopacie, zapewniała, że dzięki jej programowi do 70 proc. wzrosła liczba uczniów deklarujących, że poczekają z aktywnością seksualną do ślubu. Dodała też, że na początku lat 70., gdy wprowadzano edukację seksualną do amerykańskich szkół, w społeczeństwie „były zaledwie dwie choroby przenoszone drogą płciową”, a pod koniec lat 70. było ich już 25. – Coś z tą edukacją seksualną było nie tak. Choroby i ciąże nastolatek są tego dowodem – mówiła Dignam. (GW)
Faktycznie, coś z tą edukacją nie tak, ale wśród członków dyskusji. Sądząc po wnioskach Gail Dignam, nie chodzi tylko o edukację seksualną, lecz również – pomoc psychologiczną dla pomysłodawców tego projektu.
?Wychowanie w abstynencji? proponujemy wprowadzić w seminariach i placówkach zakonnych, dzięki czemu nie będziemy musieli dyskutować o molestowaniu przez księży, czy wręcz o przypadkach pedofilii wśród osób zakonnych, które nadal starannie są tuszowane. Nawet osobom głęboko wierzącym trudno jest zrozumieć, w jaki sposób księża potrafią żyć w celibacie, a niejedna parafia aż huczy od plotek na temat proboszcza i jego gosposi.
Przypomnijmy, że nadal nie została wyjaśniona sprawa arcybiskupa Petza, który pozostawał w ?bardzo dobrych stosunkach? z klerykami, czy prałata Jankowskiego i jego ministrantów.
Czy środowiska katolickie nie mogą zająć się nauką Ewangelii, zamiast mieszać się do spraw, o których nie mają zielonego pojęcia? Proponujemy im, by przyjęli filozofię św. Augustyna: Kochaj i rób co chcesz.
(qc)