Geje też mają swoje uczucia!

  
Okiem czytelnika. „Wszyscy chcą kochać, choć nie przyznają się… tak pięknie jak w filmie, jak we śnie…” – śpiewa Maryla Rodowicz. Słowa prawdziwe jak diabli. Fajnie jest kochać. Spacerować z ukochanym pod rękę po parku. Dać buziaka na samiutkim środku Rynku tylko dlatego, że szepnął coś miłego do ucha. Pójść razem do kina czy na wesele znajomych. Spędzać wieczory tylko we dwoje. Wspierać się w trudnych chwilach… Pod warunkiem, że partner jest płci odmiennej.

Problem pojawia się, gdy Piotr kocha Pawła. Muszą udawać, że są kumplami. Na Rynku mogą się co najwyżej poklepać po plecach. Na wesela przyjaciół chodzą osobno albo nie idą wcale. Rodzinie kłamią, że wspólnie wynajmują mieszkanie „bo tak jest taniej”. W szpitalu nikt im nie udzieli informacji o zdrowiu partnera, bo przecież nie są rodziną. Nawet spadkobranie czy darowizna ich drogo kosztuje, bo chociaż są sobie najbliżsi na świecie, to w świetle przepisów podatkowych to całkowicie obce osoby. Udają, że nie słyszą dowcipów o „pedałach” i o tym, co się powinno z nimi zrobić, chociaż takie uwagi bolą jak cholera… Kochają, a nie mogą o tym powiedzieć całemu światu. Dramat.

Bardzo wiele jest jeszcze do zrobienia, jeżeli chodzi o zmianę postrzegania homoseksualistów przez wielu Polaków. Nie jestem przekonana, czy pomagają w tym akurat uliczne manifestacje i barwne korowody, ale moim zdaniem edukacja i wyważona dyskusja – w celu zmiany nastawienia do środowisk gejowskich – jak najbardziej. I raczej tego rodzaju działalności spodziewam się po otwierającej swój oddział w Opolu Kampanii Przeciwko Homofobii.

Zastanawiam się, dlaczego w dyskusjach o homoseksualizmie najważniejsze jest nie uczucie dwojga ludzi i prawo do niego, ale to, jak oni „TO” robią. Większość oburzonych głosów „porządnych obywateli” dotyczy wyłącznie aspektu seksualnego. A przecież nie w tym rzecz – osoby homoseksualne walczą o szacunek, a nie prawo do cielesnej bliskości, wszakże „wolnoć Tomku w swoim domku”…

Skąd bierze się przeświadczenie, że akceptacja związków partnerskich osób tej samej płci zrodzi powszechną sodomę i gomorę? Przecież chodzi wyłącznie o prawo do publicznego bycia razem – w takim samym zakresie jak są ze sobą publicznie osoby heteroseksualne – bez obawy ostracyzmu czy nawet doświadczenia aktu przemocy ze strony homofobów, a nie na litość boską publiczne odbywanie stosunków seksualnych!

Władze Opola już nieraz skompromitowały się w tym temacie i kompromitują się po raz kolejny. Co do zasady zgadzam się z wiceprezydentem miasta Arkadiuszem Karbowiakiem, że nie można tolerować wszystkich zachowań, bo nie można. A nawet z tym, że miasto nie musi pomagać Kampanii Przeciwko Homofobii, no bo nie musi. I na tym zbieżność naszych poglądów się kończy. Bo już argumentów, jakimi posługuje się wiceprezydent, tolerować się właśnie nie da.

Otóż homoseksualizmu się nie leczy. 17 maja 1990 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wykreśliła homoseksualizm z Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych.

Natomiast zoofilia jest zakwalifikowana jako „inne zaburzenie preferencji seksualnych”. Moim zdaniem przyrównanie stosunku między partnerami tej samej płci do stosunku człowieka z psem jest tak oburzające i obraźliwe, że nie może zostać uznane tylko za niezręczne porównanie. I świadczy o braku
merytorycznych argumentów w dyskusji o działalności Kampanii Przeciwko Homofobii, by nie rzec, że o braku taktu.

Agnieszka Bukowińska
Autorka jest prawnikiem, od kilku lat mieszka w Opolu

Źródło: gazeta.pl


FRA

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Walking Tour of Warsaw