Lawina oskarżeń księży o molestowanie dzieci, która spada w tych tygodniach na europejski Kościół, dotknęła przed tygodniem samego papieża, który kierował diecezją monachijską w latach 1977-82.
Ujawniono, że w tym okresie władze diecezji przyjęły u siebie ks. Petera Hullermana z Essen, na którym ciążyły oskarżenia o molestowanie dziesięcioletniego podopiecznego. Choć Hullerman został poddany terapii, to niemal natychmiast powierzono mu też obowiązki duszpasterskie, które obejmowały kontakt z młodzieżą.
- Interweniowałem pisemnie i ustnie w tej sprawie. Diecezja nie reagowała – wyznał jego ówczesny psychiatra Werner Huth we wczorajszym wywiadzie dla dziennika „New York Times”. Zastrzegł, że nie kontaktował się bezpośrednio z Ratzingerem. Ks. Hullerman został w 1986 r. skazany za nadużycia seksualne wobec dzieci na grzywnę i pięcioletni okres próbny. Wrócił jednak do pracy, a latem ubiegłego roku uczestniczył jako ksiądz w obozie letnim dla dzieci. Jego obecny proboszcz nie został poinformowany przez swych przełożonych o jego przeszłości. Hullermana zawieszono dopiero w ostatni poniedziałek.
- Niech Joseph Ratzinger wypowie własne mea culpa. Współrządził Kościołem, który przez dekady tuszował przestępstwa księży – apeluje zbuntowany teolog prof. Küng.
Więcej w artykule Tomasza Bieleckiego „Czas na papieskie mea culpa?” na stronach wyborcza.pl:
Czas na papieskie mea culpa?
Dodaj komentarz